Archiwum bloga

Papryka faszerowana

Papryka faszerowana ryżem, pieczarkami i granulatem sojowym. Granulat w naszej kuchni zastępuje mielone mięso. Jeśli jednak za nim nie przepadacie, to nic prostszego  – pomińcie go. Tak naprawdę do tego farszu można dodać prawie wszystko. Świetnie sprawdzi się kukurydza, groszek, albo czerwona fasola, która nada całości meksykańskiego charakteru. Z przyprawami też możecie poszaleć -wszystko zależy od Waszego gustu. Nie ma co trzymać się sztywno przepisu, warto samemu kombinować z ulubionymi smakami. Nie jest to danie najlżejsze na świecie, ale z pewnością poprawiające humor w ponure zimowe dni. Można korzystać z papryk żółtych lub czerwonych. Zielonych nie polecam – są gorzkawe. Przepis na 6 połówek – czyli 2 duże porcje.

  1. Ryż gotujemy.
  2. W tym samym czasie drobno siekamy cebulę i czosnek. W głębokiej patelni podsmażamy je. Dodajemy drobno posiekane pieczarki i smażymy aż odparuje woda.
  3. Granulat sojowy zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na kilka minut pod przykryciem. Wodę można doprawić. Gdy granulat zmięknie, odlewamy wodę.
  4. Dodajemy granulat oraz ugotowany ryż do pieczarek i cebuli. Mieszamy z passatą pomidorową i przyprawiamy wedle własnych preferencji. Do farszu dodajemy również trochę tartego sera.
  5. Gotowym farszem napełniamy połówki wydrążonych papryk. Układamy na blasze z papierem do pieczenia, lub w naczyniu żaroodpornym. Posypujemy resztą sera i pieczemy przez około 30 – 40 minut w temperaturze 200 stopni. Do czasu aż papryka zmięknie.

papryka-1

Szarlotka z daktylami

Ta szarlotka jest znana chyba wszystkim. A jeśli nie, to przedstawiam. Przepis, który od lat miałam gdzieś pomiędzy kartkami pożółkłego zeszytu, a który nie tak dawno temu mignął mi na którymś z blogów kulinarnych (proszę o wybaczenie, nie pamiętam na którym). Postanowiłam i ja go sobie przypomnieć. To bardzo szybkie i łatwe ciasto. Co ciekawe, nie używa się do niego jajek. Świetnie się porcjuje. Do wydrążonych jabłek można dać tak jak ja, daktyle lub inne owoce. Świetne będą np. kandyzowane wiśnie lub duże rodzynki. Używamy blachy nie większej niż 25×35 cm.

  1. Mąkę, cukier puder, cukier wanilinowy, proszek do pieczenia i sól mieszamy.
  2. Dodajemy miękkie pokrojone masło oraz serek homogenizowany. Wyrabiamy ciasto, które następnie dzielimy na dwie kule.
  3. Kule wałkujemy – otrzymamy w ten sposób dwa płaty ciasta.
  4. Jabłka obieramy, kroimy na pół i wydrążamy gniazda nasienne.
  5. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładamy jeden z płatów ciasta. Na nim układamy połówki jabłka (przecięciem do dołu).
  6. Pod każde jabłko, w miejsce po gnieździe nasienny wkładamy daktyla.
  7. Całość posypujemy cynamonem i przykrywamy drugim płatem ciasta. Dociskamy boki.
  8. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 35-45 minut. Po 30 minutach pieczenia warto sprawdzić, czy ciasto nie rumieni się zbyt mocno i w razie potrzeby przykryć folią aluminiową i piec jeszcze kilka minut.
  9. Ciasto studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
szarlotka-ciep-C5-82a

 

Kofta indyjska + sos

Koftę zazwyczaj jadałam w Green Way’u lub podczas festiwali muzycznych na stoiskach z orientalną wegetariańską żywnością. Przyszedł czas na samodzielne wykonanie. Poczytałam, poszukałam i na podstawie tego co się dowiedziałam stworzyłam coś naprawdę pysznego i prostego w przygotowaniu. Może nie jest to danie najzdrowsze na świecie (smażone w głębokim oleju)… ale nie dajmy się zwariować! Raz na jakiś czas można sobie pozwolić! Jest jeszcze jeden mały minus – wietrzenie domu po oparach smażenia gwarantowane. Kofta, którą przygotowałam, fachowo powinna nazywać się chyba Malai Kofta (jeśli nie, to mnie poprawcie) i tak po prawdzie powinna być przygotowana z sera paneer, a nie ze zwykłego twarogu. Paneer to jednak inna historia, która mam nadzieję niebawem będzie miała swój finał na blogu. Założę się, że ile osób, tyle wersji wegetariańskiej kofty. Moja jest inspirowana tym przepisem.  Muszę jeszcze popracować nad stopniem wysmażenia. Wszystko przede mną. Świetnie smakują z pomidorowym sosem (przepis niżej) oraz w towarzystwie ryżu i surówki. Składniki na około 12 sztuk.

  1.  Ziemniaki gotujemy w mundurkach. Studzimy, obieramy i miażdżymy tłuczkiem na puree.
  2. Do ziemniaków dodajemy pokruszony twaróg oraz drobno posiekaną cebulę. Wszystko dokładnie mieszamy i doprawiamy solą, pieprzem, garam masalą, czosnkiem granulowanym, chili i słodką papryką w proszku. Dodajemy jajko i tyle bułki tartej, aby masa nie była zbyt luźna i dobrze formowało się z niej kulki.
  3. Rozgrzewamy bardzo mocno olej. Jeśli będzie niezbyt mocno nagrzany, to możliwe, że kofty będą nam przywierały do dna. Najlepiej jest smażyć je partiami i łyżką cedzakową kontrolować i ruszać, aby przypadkiem nie przywarły. Smażymy chwilę, do zrumienienia.
  4. Robimy sos. Cebulę i czosnek drobno siekamy i smażymy aż zmiękną. W międzyczasie dodajemy marchewkę startą na drobnych oczkach. Następnie dodajemy masalę, kumin, słodką paprykę, chili i curry. Smażymy jeszcze chwilę, często mieszając.
  5. Dodajemy pomidory i gotujemy aż woda nieco odparuje. Doprawiamy solą, pieprzem i opcjonalnie odrobiną cukru dla przełamania smaku. Zabielamy całość śmietaną. Na końcu całość przez chwilę traktujemy blenderem, aby sos nabrał bardziej jednolitej konsystencji.

kofta-indyjska

Fakes – grecka zupa z soczewicy

Jest zima, to musi być zimno! Parafrazując klasyka  – „sorry, taki mamy klimat”. ;) Trzeba sobie jakoś radzić. Gdy śnieg za oknem, w moim domu prawie codziennie pojawiają się jakieś zupy. Uwielbiamy je. Fakes (czyt. faakis) jest niezwykle gęsta, rozgrzewająca i sycąca. W Grecji znana w dwóch wersjach – białej i czerwonej (z pomidorami). Niektórzy dodają do niej jeszcze pokrojone oliwki lub ser feta.


Ja pozostałam przy wersji podstawowej – czyli przy oliwie dobrej jakości, czerwonym occie winnym i liściach laurowych. Do tej zupy używamy soczewicy zielonej lub brązowej. Soczewica czerwona zbyt szybko rozpadnie się podczas gotowania. W sezonie warto zastąpić pomidory puszkowane tymi świeżymi. Greckie panie domu ponoć modyfikują tę zupę jak tylko się da. Co dom, to inna wersja. Dlatego nie bójcie się eksperymentów . Dodajcie ulubione zioła, czerwoną paprykę, odrobinę curry… lub zróbcie moją uproszczoną wersję. Świetnie smakuje z podaną obok bagietką, która można rozkosznie w niej maczać. ;)

 

  1. Cebulę i czosnek drobno siekamy. Marchewkę kroimy w kostkę.
  2. W garnku w którym będziemy robili zupę rozgrzewamy oliwę i smażymy przez kilka minut często mieszając cebulę, marchew, czosnek, soczewicę i liście laurowe.
  3. Następnie dolewamy bulion warzywny oraz pomidory. Gotujemy na małym ogniu d czasu aż wszystkie składniki zmiękną. Gdyby okazało się, że soczewica zbyt mocno wchłania płyn, nie bójcie się dolewać bulionu.
  4. Na koniec doprawiamy solą, pieprzem, odrobiną octu winnego i ziołami.

RCYKLING

Z podanych składników wychodzi około czterech sporych talerzy zupy, a więc zostało nam na następny dzień. Soczewica wchłonęła bulion i z całości zrobił się gęsty „gulasz”.  Nie dolewałam wody. Podgrzałam i podałam z ryżem jako drugie danie. Polecam! :)

fakesss