Archiwum bloga

Klasyczny chłodnik z botwinki

Upał nie odpuszcza. Szczęściarz ten, kto ma w domu lub biurze klimatyzację. Jeśli jednak brak Wam takich luksusów, to zróbcie sobie choć małą przyjemność i przygotujcie klasyczny chłodnik z botwinki.

Muszę się Wam do czegoś przyznać – do niedawna nienawidziłam chłodników. Zimna zupa = zła zupa! To samo tyczyło się zup owocowych… no dobra, nadal się tyczy.  Smaki, podobno tak samo jak charakter zmieniają się co 7 lat. Idąc tym tropem, po wielu latach unikania, spróbowałam chłodnika. Okazał się być zjadliwy, ba nawet całkiem dobry i kojący podczas upału. Tak oto pojawił się w mej kuchni i wszedł już na stałe do letniego jadłospisu. Jeśli jednak z jakiś względów nie przepadacie za wersją botwinkową, to może do gustu przypadnie Wam ogórkowo – rzodkiewkowy.

  1. Na początek przygotuj botwinę. Umyj dokładnie listki i łodyżki, a buraczki obierz. Drobno wszystko posiekaj i wrzuć do małego garnuszka. Zalej bulionem warzywnym, ale tak by jedynie odrobinę przykrywał botwinę. Gotuj około 10-15 minut, aż buraczki i łodyżki zmiękną. Po tym czasie zestaw z ognia i pozostaw do ostygnięcia.
  2. W tym samym czasie obierz ogórki i pokrój w drobną kostkę. Umyj dokładnie rzodkiewkę i również pokrój ją drobno. Posiekaj szczypiorek i koperek. Umieść wszystko w garnku w którym będziesz robił chłodnik.
  3. Pokrojone warzywa zalej maślanką naturalną. Dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek oraz ochłodzoną botwinkę wraz z bulionem. Dolej również sok z połówki wyciśniętej cytryny.
  4. Dopraw solą, pieprzem i cukrem. Pozostaw na parę godzin w lodówce, aż smaki porządnie się przejdą, a chłodnik będzie prawdziwie chłodny. Podawaj z jajkiem na twardo.

chłodnik 2

 

Naleśniki z batatami

W zeszłym tygodniu podzieliłam się z Wami moim niezawodnym przepisem na naleśniki. Dziś chciałabym Wam pokazać, że można z nimi zaszaleć. Taką właśnie szaloną wersją, są naleśniki z batatami. Od jakiegoś czasu słodkie ziemniaki na stałe zagościły choćby w ofercie Biedronki. Trzeba zatem korzystać.

Pewnie nie raz kusiło Was, żeby wsadzić je do koszyka… jednak koniec końców wygrywała myśl: „ale co ja z nich zrobię”. Nie ma co się oszukiwać – bataty w smaku są mdłe i słodkie. Nie wszystkim podpasują. Moim zdaniem, bez wyrazistych dodatków są zwyczajnie niezjadliwe.

Skąd pomysł, aby do batata dodać kardamonu? Blisko 2 tygodnie temu byłam w Gdyni na See Bloggers, gdzie miałam okazję uczestniczyć m. in. w warsztatach kulinarnych z Josephem Siletso. Tak, tak – to ten sam, który był w jury Top Chefa. Prześmieszna i przesympatyczna persona! Na same wspomnienie, uśmiech przykleja mi się do twarzy. :-) Wraz z innymi blogerkami oraz Józkiem tworzyliśmy danie,  którego trzonem była rolada z indyka podana na batatach, do tego salasa z mango & awokado… i jeszcze kilka innych bajerów. Myślę, że to temat na osobny artykuł. To właśnie Joseph pokazał nam, że słodkie ziemniaki lubią się z kardamonem. Postanowiłam wykorzystać nową wiedzę, podrasować smak i takim oto sposobem powstał przepis na naleśniki z batatami.

 

  1. Przygotowujemy naleśniki.
  2. Batata kroimy na plastry, następnie obieramy małym nożykiem. Tak jest najwygodniej. Myjemy i kroimy w drobną kostkę. Rozpuszczamy masło i na małym ogniu smażymy.
  3. W międzyczasie w moździerzu rozkruszamy kardamon. Aby wydobyć jego środek (łuski są nie potrzebne), przesypujemy zawartość moździerza do małego sitka i przesiewamy wprost do smażących się batatów.
  4. Dodajemy również drobno posiekaną ostrą papryczkę oraz zmiażdżony czosnek. Doprawiamy solą. Smażymy jeszcze chwilę, aż batat zmięknie.
  5. Gotowym farszem napełniamy naleśniki lub podajemy tak jak na zdjęciu. U mnie dodatkowo polane sosem balsamicznym.

naleśniki z batatami

Jak zrobić naleśniki?

Każdego z nas co jakiś czas nachodzi na nie chęć. Nie wierzę, że nie. Jedni wolą słodkie, inni wytrawne. Małe, duże, średnie. Zwinięte w rulonik lub trójkąt. Grubsze i chudsze. I tu u części z Was zapewne pojawia się pytanie – jak zrobić naleśniki? Śpieszę z pomocą.

Przez wiele lat żyłam w przeświadczeniu, że naleśniki to wiedza tajemna, że sama nigdy nie dam rady, że jak na naleśniki to do babci, albo mamy. Ile razy brałam się za smażenie, kończyło się to rzuceniem patelnią o podłogę (w kuchni bywam porywcza). Naleśniki rwały się, zaginały, przywierały. Miały dziury, były niekształtne, albo ociekały tłuszczem. Bardzo mnie to frustrowało. Poważnie!

Nadszedł jednak taki dzień, gdy moje podejście do naleśników zmieniło się o 180 stopni. Był to dzień moich 30. urodzin. Wszystko dzięki mej koleżance Monice, być może znanej Wam Żurnalistce oraz jej mężowi. Dobrzy ludzie zlitowali się i sprezentowali mi maszynę cud malinę! Naleśnikarkę! Co prawda zajmuje trochę miejsca, ale jest niezastąpiona! Nadszedł kres mojego pastwienia się nad patelniami. Koniec z zapachem smażonego oleju w mieszkaniu, koniec z naleśnikowymi porażkami!

To nie jest reklama. Nie napiszę Wam jakiej marki jest ta maszyna (no chyba, że bardzo będziecie chcieli). Napiszę jedynie, że warto! Naleśniki robią się same, nic nie przywiera ponieważ specjalna powłoka robi swoje. Mycie to bajka i jeszcze jedno – nie trzeba używać tłuszczu! Wystarczy jeśli do samego ciasta dodacie odrobinę oleju. Myślę, że jeśli się uprzecie, to i tam dodawać go nie będzie trzeba.

Zatem, jak zrobić naleśniki? Podaję prosty i sprawdzony przepis. Ciekawa jestem Waszych patentów? Co zrobiliście, aby naleśniki nie napsuły Wam krwi? Cierpliwość, technika, czy może coś zupełnie innego?

 

  1. Do miski wsypujemy przesianą mąkę. Dodajemy wodę, mleko i olej. Mieszamy energicznie rózgą.
  2. Następnie dorzucamy jajka, sól i cukier. Dalej mieszamy, aby pozbyć się wszystkich grudek. Ciasto powinno być lejące, o konsystencji jogurtu pitnego.
  3. Odstawiamy ciasto na około 10 minut, aby odpoczęło. Następnie jeszcze raz delikatnie mieszamy i smażymy naleśniki.

 

naleśniki

Burgery z bobu

Lubię burgery za to, że można je zrobić prawie z wszystkiego. Każde warzywo umiejętnie przygotowane można przerobić na ciekawego kotleta. Tym razem zapraszam na burgery z bobu. Sezon na te strączki w pełni – trzeba zatem korzystać. Choć jeśli najdzie Was ochota na bóburgery zimą, to nic straconego. Z powodzeniem możecie użyć bobu mrożonego lub konserwowego. Kwestię dodatków ogranicza jedynie Wasza wyobraźnia. Jeśli zechcecie je urozmaicić, to świetnie sprawdzi się starta na drobnych oczkach marchewka.

Wiadomo, że najlepsze są z własnoręcznie przygotowanymi bułkami – jednak, gdy brakuje czasu sprawdzą się też kupne. Moimi ulubionymi dodatkami są: sałata rzymska, która chrupie bardziej niż inne, soczysty pomidor, czerwona cebula i korniszony. W wersji de luxe, dodaję ser wędzony, kimchi, pikle jalapeno i sos z pieczonego czosnku. Mmmmm… ślinka cieknie mi na same wspomnienia. :) Jeśli burgery z bobu nie przypadną Wam do gustu, to spróbujecie tych z kaszy jaglanej i buraczków.

 

  1. Bób gotujemy w osolonej i pocukrzonej wodzie. Gdy będzie gotowy studzimy i obieramy z łupinek. Miksujemy. Gdyby masa była zbyt gęsta i mikser nie dawałby rady można dodać odrobinę wody.
  2. Do zmiksowanego bobu dodajemy posiekaną drobno cebulę i czosnek przeciśnięty przez praskę. Dokładnie mieszamy. Doprawiam solą, pieprzem, czarnuszką i natką pietruszki.
  3. Dorzucamy sezam, jajko i mąkę z ciecierzycy. Mieszamy. Jeśli masa klei się zbyt mocno, można dodać jeszcze trochę mąki. Formujemy burgery, obtaczamy je w odrobinie mąki z ciecierzycy i smażymy na dobrze rozgrzanym oleju aż się zrumienią.

A Wy jaki macie sposób na burgery? Z czego robicie je najczęściej? Warzywne, czy mięsne?

 

burger z bobu