Archiwum bloga

Leche Frita – smażone mleko

Oto kolejne wspólne dzieło: Leche Frita – czyli smażone mleko! Ten hiszpański deser na mojej liście „do zrobienia” wisiał już od zeszłego roku. Aż w końcu… do faktycznego zrobienia go, zmobilizowała się Gosia z Mlecznej Krowy.  Jako, że uwielbiamy wspólne gotowanie i picie wina (nieważne w czyjej kuchni), Gosia zaprosiła mnie do wspólnego usmażenia mleka. Dzień wcześniej przygotowała masę – w związku z tym przyjechałam prawie na gotowe. Trzeba było jedynie wydobyć mleko z foremki, obtoczyć w jajku i bułce tartej, usmażyć i posypać mieszanką cukru pudru z cynamonem. Obie dosyć sceptycznie podeszłyśmy do tematu tegoż deseru… i na wszelki wypadek zagniotłyśmy ciasto na pizzę. ;) Całe szczęście efekt smażenia mleka bardzo mile nas zaskoczył!

 Leche Frita przypominają małe kotlety/ nuggetsy. Środek jest ni to pianką, ni to bardzo gęstym budyniem. Nie jest zbyt słodkie i smakuje zarówno na ciepło jak i na zimno. Myślę, że jeszcze nie raz wrócimy do tego przepisu!

  1.  Do garnka wsypujemy mąkę ziemniaczaną, dolewamy jedną szklankę mleka i dokładnie mieszamy (tak aby nie było żadnych grudek). Najlepiej użyć do tego celu rózgi.  Dodajemy resztę mleka i cukier. Znowu dokładnie mieszamy.
  2. Z lasek wanilii wydłubujemy ziarenka i dodajemy do mleka (ewentualnie dodajemy cukier wanilinowy).
  3. Całość gotujemy ciągle mieszając i uważając, aby nie przypaliło się. Gdy zacznie się gotować, pozostawiamy na ogniu jeszcze przez około minutę. Do czasu uzyskania bardzo gęstego budyniu.
  4. Jeszcze gorący budyń przelewamy do dosyć płaskiego naczynia, wyrównujemy i przykrywamy folią spożywczą – tak, aby dotykała powierzchni budyniu. Zapobiegnie to utworzeniu się kożucha.  Odstawić do przestudzenia na całą noc w lodówce.
  5. Następnego dnia cały budyń ostrożnie wyciągamy na deskę do krojenia (odwracając naczynie w którym chłodził się).
  6. Kroimy masę na małe części , około 2 x 2 cm. Obtaczamy w jajku i bułce tartej i smażymy na rozgrzanym i dosyć głębokim oleju  z dwóch stron do czasu aż nabiorą ładnego złotego koloru. Odsączamy na ręczniku papierowym. Jeszcze ciepłe posypujemy mieszanką cukru pudru i cynamonu. Jemy na ciepło lub zimno! :)

Czekoladowe muffiny z wiśniami

Jest lato, są wiśnie! Są wiśnie, są wypieki z wiśniami w roli głównej! Te kwaśne owoce może niekoniecznie podbijają moje serce solo… ale w połączeniu z czekoladą, to co innego. Drzewko w ogrodzie mego Taty nadzwyczajnie obrodziło w tym sezonie. Szykuje się zatem seria słodkości przełamanych kwaśną nutą.  Te muffiny będą idealne dla wielbicieli gorzkiej czekolady. Jeśli jednak wolicie bardziej słodką wersję, to zwiększcie ilość cukru, abo posypcie je cukrem pudrem.

 

  1. W dwóch osobnych miskach mieszamy  składniki suche i składniki mokre.
  2. Następnie mokre przelewamy do suchych. Mieszamy do połączenia. Jeśli ciasto jest zbyt gęste i ciężko się miesza – dodajemy jeszcze jogurtu lub maślanki (u mnie zabrakło i dodałam mleka – też może być!). Na końcu dorzucamy wiśnie i jeszcze raz mieszamy.
  3. Nakładamy ciasto do papilotek (do 3/4 wysokości).
  4. Pieczemy około 20-25 minut w temperaturze 200 stopni do tzw. suchego patyczka.

    MUFFINY wiśniowe

Aloo Gobi

…czyli ziemniaki z kalafiorem w towarzystwie bardzo aromatycznych indyjskich przypraw. Danie w typie curry, ale bez mleczka kokosowego. Ile osób – tyle wersji aloo gobi! Jadane i znane w południowej Azji. Typowe składniki poza ziemniakami i kalafiorem to: czosnek, cebula, imbir, kolendra, pomidor, kurkuma, curry, groszek i kmin rzymski. Znana jest też wersja bez pomidorów – taką właśnie Wam prezentuję. Robi się dosyć szybko, jest rozgrzewające i jeśli lubicie hinduską kuchnie wraz z jej charakterystycznymi przyprawami to z pewnością przypadnie Wam do gustu. Ziemniaków i kalafiora powinno być wagowo tyle samo po obraniu.

  1. Kalafiora dzielimy na różyczki, ziemniaki obieramy i kroimy w średnia kostkę. Tak samo kroimy cebule.
  2. Na głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę  i smażymy cebulę. Po około 3-4 minutach dodajemy przyprawy (nasiona kuminu, imbir (jeśli świeży, to drobno starty), mieloną kolendrę, kurkumę, curry, garam masalę i paprykę). Stale mieszamy i podgrzewamy.
  3. Gdy z patelni zacznie wydobywać się intensywny zapach przypraw, dorzucamy kalafiora, ziemniaki i czosnek przeciśnięty przez praskę.
  4. Gdy kalafior i ziemniaki zostaną oblepione przyprawami dodajemy odrobinę wody – tak aby warzywa miały się w czym dusić.
  5. Na niewielkim ogniu dusimy je do czasu aż zmiękną. Kontrolujmy wodę i w razie potrzeby dolewajmy.
  6. Na sam koniec dodajemy sól, ewentualnie pieprz i cukier. Dodajemy też zamrożony groszek i chwilę jeszcze gotujemy aby zmiękł.
  7. Gotową potrawę posypujemy posiekaną świeżą kolendrą lub natką pietruszki. Można też całość skropić sokiem z cytryny. Można podać z chlebkami naan lub chapati.

aloo gobiiiii

Pasta kukurydziana

Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia! Wiele lat zajęło mi ogarnięcie się i zrozumienie w jaki sposób nie marnować żywności oraz jak zrobić dwie porcje obiadowe, a nie cztery. Czasami bywa jednak tak, że coś nam mimo wszystko zostanie. W tym przypadku miałam w lodówce rozpoczętą puszkę kukurydzy. Gdyby nie przypływ weny i pomysł na tę pastę, z pewnością puszka skończyła by w śmietniku.  Dodałam jajka na twardo, odrobinę majonezu, natkę pietruszki, papryczkę jalapeño, szczyptę czosnku granulowanego, świeżo mielony pieprz i przyznać muszę, że wyszło z tego bardzo pyszne mazidło. Przyjemne z pożytecznym! :) Do tego posmarowana oliwą czosnkową bułka, przypieczona na patelni grillowej i odrobina czarnuszki dla ozdoby! Jak zwykle przy przepisach, które Wam proponuję, zachęcam do kombinowania z przyprawami. Doprawcie tę pastę według swoich upodobań. Pamiętajcie jednak, że kukurydza jest słodka – warto zatem nie żałować pieprzu.

Smacznego!

  1. Jajka gotujemy na twardo i studzimy. Kukurydzę odsączamy.
  2. Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujemy chwilę do uzyskania pożądanej konsystencji.
  3. W razie potrzeby dodatkowo doprawiamy.
  4. Przekładamy do słoiczka i trzymamy w lodówce.
pasta kukurydziana