Czy warto obejrzeć „Ugotowanego”?

Jeśli wszedłeś tu w poszukiwaniu profesjonalnej recenzji to uciekaj! W tym tekście nie znajdziesz rzeczowego wymądrzania się na temat gry aktorskiej Bradleya Coopera, czy Umy Thurman. Nie będzie też nic o kunszcie reżyserskim Johna Wellsa. Nie napiszę tu również o głębi fabuły i o poincie, która raczej nie zaskakuje.
Jeśli jednak zastanawiasz się czy wydać kilkanaście złotych właśnie na „Ugotowanego” to być może Ci pomogę. Napiszę Ci tak po ludzku w kilku punktach czy warto iść do kina. Aaaa i jeszcze jedno! Nie zawsze będę obiektywna… no bo wiesz… Bradley <3
Warto iść do kina na Ugotowanego jeśli:
- tak jak mnie wzrusza Cię piękne jedzenie. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale byłam chyba jedyną osobą na sali kinowej, która ukradkiem ocierała łzy podczas serwowania foie gras, filet mignon i coquilles st. Jacques. Dawno nie widziałam tak pięknych ujęć jedzenia!
- chcesz się dowiedzieć, że Burger King oraz drogie i wykwintne restauracje wcale się od siebie nie różnią. Po tym filmie spojrzysz nowym przychylnym okiem na sieciowe burgery. Ewentualnie pozbędziesz się wyrzutów sumienia związanych ze stołowaniem się u Ronalda McDonalda.
- jesteś kobietą i chcesz sobie popatrzeć na ładne ciacho. I nie pisze tu rzecz jasna o bezie, a o Bradley’u!
- chcesz się dowiedzieć, że „Gotowanie jest jak seks. Kończy się zawsze tak samo, a mimo to szukasz nowych, niebezpiecznych dróg prowadzących do finału”
- po wyjściu z seansu zamierzasz wydać fortunę w okolicznej restauracji. Na bank będziesz głodny jak wilk i nie zadowoli Cię zapiekanka ani burger!
- nie przepadasz za Umą Thurman – gra w filmie chyba ze 3 minuty łącznie.
- lubisz oglądać awantury w kuchni oraz rzucanie mięsem dosłownie i w przenośni.
- chcesz zobaczyć jak wygląda prawdziwa zemsta. Więcej nie zdradzam, bo nie będzie niespodzianki.
- chcesz się dowiedzieć co wspólnego z gotowaniem ma Yoda i Skywalker
- jeśli lubisz popatrzeć sobie na ładne kobiety – Sienna Miller jest w „Ugotowanym” bardzo apetyczna!
- lubisz filmy, których akcja rozgrywa się w Londynie
- lubisz facetów w typie „bad boy”. Będzie na co popatrzeć!
Daruj sobie:
- jeśli wahasz się pomiędzy Cooperem a Craigiem. Wybierz Bonda.
- jeśli jesteś głodny – nie wytrzymasz długo na głodnego. W Heliosie wpadli na niezły pomysł i do biletu dostałam paczkę czipsów. Tak na wszelki… Były paskudne! ;)
- jeśli masz chęć na kolejną lekką i przewidywalną do bólu komedię romantyczna z gotowaniem w tle – nie idź. To nie jest komedia, choć kilka humorystycznych wątków się znajdzie
- jeśli liczysz na gorący romans głównych bohaterów. Nie doczekasz się.
- jeśli nie jara Cię „food porn” to daruj sobie. Scen pokazujących obłędnie wyglądającego jedzenia będzie co niemiara.
- jeśli liczysz na głębokie kino moralnego niepokoju obfitujące w złożone wątki. Nie, nie… tego nie znajdziesz.
- jeśli nie lubisz Bradleya Coopera (poważnie? nie lubisz? ;)
- jeśli brzydzisz się agresją w kuchni (ale nikt nie mówił, że praca w kuchni to rurka z kremem)
- zostań w domu jeśli liczysz na to, że zobaczysz nagą Siennę Miller. Ona już nie jest kociakiem – teraz gra poważne role!
To by było na tyle. Te wszystkie punkty oczywiście potraktujcie z przymrużeniem oka. Film jest apetyczny i przyjemny. W sam raz na spędzenie jesiennego deszczowego popołudnia poza domem. Mi się bardzo podobał i będę go polecała. To kolejny film kulinarny po „Szefie”, który przyniósł mi wiele radości i rozrywki. Oczywiście nie obyło się również bez zamawiania jedzenia zaraz po wyjściu z kina.
Dajcie znać, czy już widzieliście „Ugotowanego”, czy się Wam podobał? A jeśli nie to dlaczego?



Szczerze powiedziawszy myślałam, że ten film będzie ciut lepszy. Jak dla mnie trochę zagmatwane były te różne sprawy i niemal do końca mylili mi się bohaterowie z nimi związani. Cały film ratuje Cooper, który jak zawsze jest świetny no i jedzenie :) U mnie w Heliosie dodawali … tabletki na gardło :) Co do Umy to sama byłam zaskoczona jak po seansie patrzyłam na obsadę bo nawet nie zdążyłam zarejestrować jej obecności tam. Nie czuję się usatysfakcjonowana zakończeniem, ale film miło się oglądało :)
A właśnie! Przypomniałaś mi, że mam na dnie torebki te tabletki. Też dostałam ;)
Dzięki! Już zatem wiem, że muszę się wybrać :)
Cieszę się, że pomogłam :)